Kiedyś było jakoś fajniej

KIEDYŚ BYŁO JAKOŚ FAJNIEJ.
Zapewne każdego z Was tak jak i mnie nachodzą czasem takie przemyślenia, szczególnie biorąc pod uwagę jaką popularnością cieszy się fanpage o tej wdzięcznej nazwie 🙂

Kochamy cywilizację, postęp techniki, fascynują nas naukowe odkrycia, a jednak lubimy wracać do przeszłości. Myślę o tym często szczególnie pod kątem moich doświadczeń z psami, zarówno tymi w domu, w sąsiedztwie czy w schronisku. Zastanawiacie się czasem jakim cudem kiedyś nie było tych wszystkich psich szkół, trenerów i innych specjalistów? Nie mieliśmy tej wiedzy, którą mamy teraz, a jednak psy były naszymi towarzyszami i (w zdecydowanej większości psy które znałam) były psami szczęśliwymi.
Czy wtedy nie byli potrzebni behawioryści, zoopsycholodzy, trenerzy? A może nadal ich nie potrzebujemy? 🤔
Nie, poprostu kiedyś było inaczej.

Prawdopodobnie w największym stopniu do wzrostu problemów z zachowaniami naszych pupili przyczyniła się większa ingerencja człowieka w ich rozmnażanie i zmiana naszego trybu życia.

W tej pierwszej kwestii mam na myśli fakt, że kiedyś w naszych domach mieszkały głównie kundelki – owoce wpadki czyjejś suni. A jak już sunia sąsiada czy kogoś tam innego „wpadła” to wiadomo, że nie z osiedlowym „trzesidupą”, tylko najsilniejszym i najbardziej pewnym siebie osiedlowym chojrakiem. No i tutaj kłania się genetyka, która wbrew pozorom jest niezmiernie ważna.Tym sposobem już zwiększało się prawdopodobieństwo, że urodzą się szczenięta stabilne emocjonalnie, które nie będą przejawiały w przyszłości lęków. Oczywiście jest jeszcze wiele innych czynników, ale póki co zostajemy przy tym jednym. Pewnie, były też psy rasowe, ale rzadko w domach przeciętnych Kowalskich, raczej były to psy użytkowe, wyhodowane w konkretnym celu i właśnie w tymże celu żyjące. Nie pamiętam, żeby ktoś z moich znajomych miał psa rasowego, oprócz pewnego owczarka niemieckiego, który był stróżem swego domu i bez zgody swojego właściciela nie wpuszczał na posesję nikogo obcego. Pamiętam, że zdarzyło się kilka nieprzyjemnych sytuacji z jego udziałem. Już trochę później był też jamnik, który terroryzował swoją rodzinę, ale jak zapewne się domyślacie nie była to rodzina myśliwych, no i z perspektywy czasu wiem, że akurat jemu to by się pewnie behawiorysta przydał 😉

Obecnie psy rasowe i te w typie rasy (z nimi głównie mamy problemy) opanowały nasze domy. O ile dobre i szanujące się hodowle skrupulatnie pilnują konkretnych cech i predyspozycji, stwarzają odpowiednie warunki, przeprowadzają socjalizację, zapewniają opiekę weterynaryjną oraz nie sprzedają psów byle gdzie i byle komu. To już pseodohodowle i inni rozmnażacze, którzy od tak sobie dopuszczają swoją suczkę to już zmora tych czasów. Pseuduchy to Ci co na psach zarabiają, a bezmyślni rozmnażacze to Ci którzy mają swoje durne i absurdalne powody typu: „suczka musi mieć chociaż raz młode”, „a niech ma trochę przyjemności”, „ależ będzie z niej cudowna mama”, „jest taka cudowna, że jej geny muszą iść w Świat”, itd. Jednych i drugich łączy to, że głęboko gdzieś mają drzewo genealogiczne, predyspozycje, cechy, nie inwestuję w szczeniaki, nie socjalizują i nie bardzo obchodzi ich w jakie ręce trafią… Chociaż w tym wypadku już nie ma to większego znaczenia skoro i tak nie wiadomo co z takiego szczeniaka wyrośnie i jakie ręce będą dla niego właściwe. Ktoś może pomyśleć – no dobrze , a czym się różni ta suczka z kiedyś od tej od rozmnażacza z teraz? W końcu jedna i druga bezmyślnie rozmnożona. To bardzo proste, ojcem szczeniąt suczki z teraz zostanie kandydat wybrany przez „rozmnażacza” i zapewne nie będzie się on przy tym kierował swoją wiedzę kynologiczną. A tamtej suczki jak już wcześniej pisałam – największy psi kozak.

Nie zrozumcie mnie źle. Te psy biegające po ulicy watahami od cieczki do cieczki nie były niczym dobrym i bardzo się cieszę, że to już zamierzchłe czasy 😉 Do dzisiaj pamiętam kiedy szykowałam się na bal przebierańców w przedszkolu, a za oknami po naszym ogrodzie biegało kilkanaście psów starających się o względy naszej suczki Hasy ( to ta urocza dama na zdjęciu). Burki wszelkiej maści i gabarytów przedostawały się na naszą posesję pod płotem, po płocie i dziurami, które gotowe były zrobić. Żaden jednak nie dostąpił zaszczytu zostania ojcem, bo Hasa była dziewicą z wyboru, a były to czasy, w których o sterylizacji/kastracji nigdzie się nie mówiło, nie czytało i żaden wet też o niej nie wspominał.

No i tym sposobem jesteśmy przy moim pierwszym psie w życiu Hasie.
Hasa trafiła do nas jako maleńki szczeniak, zarobaczone do granic możliwości, ale już od samego początku była częścią naszej rodziny. Była z nami, towarzyszyła przy codziennych czynnościach. Mieszkała z nami w domu, ale tak jak my (ja i moje siostry) większość dnia spędzała na dworze, bo tak przecież kiedyś wyglądało dzieciństwo. W telewizji bajki były tylko na dobranockę, telefony stacjonarne pojawiły się u nas trochę później, ale były drogie, więc raczej nikt nie wisiał na linii, a już napewno nie dzieci. A jak w końcu pojawiły się komórki to i tak za wiele nie dało się na nich zrobić, no i też były drogie. Dostęp do internetu w domu to był szczyt marzeń, który osiągnęłam jak już byłam w liceum, a Hasy nie było na Świecie.

Już wiecie do czego zamierzam?
Nasze psy, w naszych domach, po prostu z nami były, uczyliśmy się siebie na wzajem, obserwowaliśmy je, razem się bawiliśmy, razem odpoczywaliśmy. Chociaż byłam dzieckiem widziałam co Hasa lubi, czego nie lubi, jak ją głaskać, gdzie nie dotykać itd.
Nie było tego pośpiechu, który teraz nam towarzyszy na każdym kroku, żyliśmy bez internetu i smartfonów, bez wielu godzin na zajęciach pozalekcyjnych czy w pracy… Dzięki czemu byliśmy mniej zestresowani, to i psiaki były spokojniejsze. I co najważniejsze: nie wymagaliśmy od naszych pupili tyle co wymagamy teraz! Jak pies potrafił siadać i dawać łapkę to już był chlubą całej rodziny 😉 Pozwalaliśmy psom być poprostu psami, naszymi towarzyszami i przyjaciółmi. Pies mógł pogryźć patyk i nikt nie przeklinał nas za to na facebooku, że tak nie wolno, bo to go zabije. Pies mógł sikać w domu nawet przez rok i nie bombardowały nas posty na forach, że czyjś piesek to już od 3 miesiąca taki czyściutki i porządny. Psy nie musiały lubieć innych psów i wszystkich naszych gości, nie musiały chodzić przy nodze, mogły szczekać, szaleć, kopać dziury , a czasem nawet pogryźć ulubioną zabawkę czy sukienkę, trochę ktoś pokrzyczał, a już za parę chwil nikt o tym nie pamiętał.

W dzisiejszych czasach również wśród ludzi obserwujemy rosnącą ilość zaburzeń psychicznych, to niestety choroby cywilizacyjne.
Pamiętajcie, że psy chłonną nasze emocje zarówno te pozytywne i negatywne.
Znajdźcie czas dla siebie i Waszych psów, taki czas kiedy wyłączycie smartfona i będziecie poprostu razem. Spróbujcie obserwować Wasze psy, czy napewno lubią ganiać za piłką, chodzić na psi wybieg, ćwiczyć kolejną nową sztuczkę? Zastanówcie się sami, nie szukajcie odpowiedzi w internecie, przecież każdy pies jest inny, tak jak i Wy. Nie ma czegoś takiego jak gotowa recepta na wszystko.
W Nowym Roku tego właśnie Wam życzę, żebyście trochę zwolnili, zadbali o siebie i swoich najbliższych.

Dodaj komentarz