W małym ciele wielki duch


Ostatnio miała miejsce sytuacja, która dość mocno nami wstrząsnęła i stąd dzisiejszy tekst. Wyobraźcie sobie, że naszego Stasia wczoraj ugryzł pies. Byłoby kłamstwem, gdybyśmy napisali, że pierwszy raz, bo kiedy był mały, dopiero zaczynał chodzić i jeszcze kompletnie nie rozumiał co mu się mówi to użarła go nasza Niunia i raz w schronisku kiedy już rozumiał, ale trudno było mu coś wyperswadować i zaglądał ciągle do Tęczusia, który ogólnie miał bardzo cienką granicę. Jednak tamte sytuacje były na tyle dawno, że już nawet ich nie pamięta i skończyły się jedynie na kłapnięciu bez zostawienia śladu na skórze.
Tym razem jest ślad, draśnięta skóra i siniak, boli, jednak na szczęście to nic poważnego, ale sytuacja w jakiej do tego doszło jest porażająca. Gosia wracała z dziećmi ze szkoły, odebrała Stasia i jego kuzynkę Dominikę, szli razem chodnikiem, widząc idącą z przeciwka Panią z dzieckiem i psem, Gosia zeszła z wózkiem na bok i kazała dzieciakom pójść za nią. Psa yorka lub yorkopodobnego na smyczy typu flexi prowadziło dziecko na pierwszy rzut oka około 3 letnie. W trakcie mijania się pies zaczął ujadać, a Dominika, która boi się psów wylądowała ze strachu na drzewie i Staś zawołał „ała! Ugryzł mnie!” Gosia w pierwszej kolejności zablokowała wózek z Zosią (szli z górki), uspokoiła Dominikę, żeby ta przypadkiem nie wbiegła na ulicę i zaraz spojrzała na nogę Stasia: ugryzienie jak byk. Wiecie gdzie wtedy była właścicielka pieska? Kilkadziesiąt metrów dalej, najzwyczajniej w świecie poszła dalej! Szczęście w nieszczęściu, że to przytrafiło się Stasiowi, który zachował stoicki spokój i za tydzień już o niczym nie będzie pamiętał, a nie Dominice, która bardzo boi się psów, a po takiej sytuacji zapewne miałaby traumę do końca życia. Chociaż jest nam przykro, że nasze dziecko, które do poduszki czyta książki o psach spotkało coś takiego.
Ta sytuacja nie jest odosobniona, może rzadko się słyszy o pogryzieniach przez małe psy, bo są dużo mniej dotkliwie niż te kiedy sprawcami są teriery typu bull czy owczarki niemieckie, jednak wiemy, że są one bardzo częste.
Mamy nieodparte wrażenie, że ludzie mało poważnie traktują swoje małe psy. Kiedy duży pies zaczyna się rzucać na wszystko co się rusza, albo demoluje mieszkanie to jednak zdecydowana większość właścicieli zacznie szukać pomocy i jest szansa, że trafią na specjalistów, którzy przyjrzą się psu, jego zachowaniu i towarzyszącym emocjom, przeanalizują wszystkie aspekty, postawią prawidłową diagnozę i wprowadzą odpowiednią terapię. A kiedy mały pies ma identyczne problemy to już jakoś niespecjalnie po drodze jest im do behawiorysty… Bo przecież szkody są niewielkie.
Niestety, ale te mniejsze szkody to tylko wyobrażenie opiekuna, bo dla jego pupila szkody są ogromne. Kiedy psiak zostaje pozostawiony sam sobie w trudnych dla niego sytuacjach to najbardziej cierpi jego psychika, a konsekwencje mogą być bardzo poważne.
Przed wszystkim należy pamiętać o tym, że każdy pies bez względu na swoje gabaryty to pies, że taki york ma takie same potrzeby jak i większe od niego psy. O psich potrzebach pisaliśmy prawie 2 tygodnie temu, jeśli ktoś ich nie zna warto wrócić do tej lektury. Ponadto york to przecież terier: czyli niezależny bystrzak, którego jest wszędzie pełno, z niesamowitym temperamentem, odwagą i ciekawością świata. Yorkshire terrier to pies, który został wyhodowany w XIX wieku, a jego zadaniem było polowanie na szczury i innych gryzoni. Natomiast dziś takie psy są głównie kupowane dlatego, że są małe, ładne i nie mają podszerstka 🤦 i jakoś w tym wszystkim ludziom umyka, że one wciąż są psami, z psimi potrzebami, psim językiem i psimi problemami.
Na naszych szkoleniach czy podczas konsultacji zazwyczaj spotykamy się z dużymi psami, można by pomyśleć, że u małych wszystko gra i wcale tego nie potrzebują 🤔 Jednak już z obserwacji psów w schronisku wiemy, że małe psiaki potrzebują pomocy behawioralnej nawet częściej niż te duże. Właśnie dlatego, że ich potrzeby są częściej niespełniane, ale też dlatego, że ich sygnały są bagatelizowane… Zarówno przez opiekunów, jak i osoby z zewnątrz. Tutaj znowu odsyłamy do artykułu o psiej komunikacji, ale pokrótce wyjaśnimy o co chodzi. Kiedy pies zaczyna wysyłać sygnały uspokajające (ziewa, oblizuje się, mruży oczy), a ktoś mimo to dalej robi coś co sprawia mu dyskomfort np. Całowanie po głowie to możliwe, że kolejnym krokiem będzie już sygnał grożący czyli warczenie. Kiedy wielki pies zaczyna warczeć tuż przy twarzy człowieka to jakieś 99% osób wycofa się i raczej podaruje sobie tego typu pieszczoty. A kiedy mały pies w takiej samej sytuacji będzie warczał to niestety często zostanie zupełnie zignorowany, a po jakimś czasie zacznie kłapać zębami i ostatecznie gryźć.
Małe psy mają też ciężej na spacerach, u weterynarza czy choćby w trakcie wizyt gości. Są osaczane przez obcych ludzi, którzy przyglądają się im, pochylają nad nimi, piszczą, gestykulują rękami i (o zgrozo) dotykają! Duże psy jednak budzą jakiś respekt, a takie maluchy są obiektami zachwytu i zaczepek. W takich momentach to obowiązkiem właściciela jest wspieranie swojego psa i zapewnienie mu bezpieczeństwa (to jedna z najważniejszych potrzeb psów!), nie dopuszczanie do takiej sytuacji, a jeśli nie zdąży zareagować to natychmiastowe zabranie psa z niej.
Bycie właścicielem malucha to taki sam obowiązek jak bycie właścicielem każdego innego psa, ale dodatkowo trzeba też być jego bodyguardem na każdym kroku. W naszej wczorajszej sytuacji to oczywiste, że psiak się nas obawiał i to jego opiekunka powinna wziąć go na bok, uspokoić i zasłonić swoim ciałem, a przede wszystkim rozwiązywać jego problemy, a nie udawać, że nic się nie stało, bo to przecież mały piesek.

Dodaj komentarz